RSS
wtorek, 29 lipca 2014
instynkt

Kiedy moje dzieci były małe, Monika przytrzasnęła bratu drzwiami palec. Maciek miał pękniętą kość kciuka. Na pogotowiu lekarz przybandażował mu patyczek od lodów, powiedział, żeby zdjąć jak już nie będzie potrzebny. A niby skąd ja miałabym wiedzieć kiedy nie będzie potrzebny? Że niby rentgen w oku mam? Lekarz stwierdził, że będę wiedziała. I jak mam upilnować, żeby ten bandaż nie zsunął się podczas zabawy?   Ale było tak jak powiedział doktor. Przez 10 dni Maciek, bez żadnego mojego gadania (bo niby co można powiedzieć 1,5 rocznemu dziecku) bawił się tylko jedną rączką, drugą trzymał wysoko uniesioną za głową, jak szermierze na planszy. A dziesiątego dnia zaczął się bawić obydwiema łapkami. Więc zdjęłam bandaż z patyczkiem i po sprawie. Ale nie przestaje mnie zadziwiać instynkt małych zwierzątek jakimi są dzieci. Czy mi instynkt też podpowie,kiedy mogę przestać chronić operowaną nogę? Trochę na to liczę.

10:10, kolceroz
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 lipca 2014
szybko

Leci ten czas nieprawdopodobnie, już miesiąc siedzę w domu i nie wiem kiedy minął. A jeszcze drugi przede mną. Lekarz, który mnie operował poskąpił mi zwolnienia. Przed operacją, doktor, który mnie kwalifikował powiedział, że po zabiegu powinno być 3-6 miesięcy zwolnienia. A ten dał dwa i twierdzi, że wystarczy. Może i tak, nie wiem. Aż tak różowo tego nie widzę. Ale poza wszystkim innym strasznie nie chce mi się iść do pracy. Grzecznie się rehabilituję, chodzę na coraz dłuższe spacery, ćwiczę, i nie mogę się nadziwić, że właściwie nie mam nic do roboty, a jednak dzień zlatuje mi błyskawicznie. Za tydzień będę mogła próbować odstawić kulę, nie wiem jak to pójdzie, na razie psychicznie zupełnie sobie tego nie wyobrażam. I tak właśnie mówił rehabilitant w szpitalu, że samej trudno mi będzie przełamać psychiczną barierę, żeby stanąć na tę nogę bez żadnej osłony. Zobaczymy.

19:01, kolceroz
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lipca 2014
wrr

Teraz, kiedy siedzę całymi dniami w domu, hałas jaki robią obydwie budowy jest nie do wytrzymania. Metrobudowa wykańcza nawierzchnie. wydawałoby się, że nic bardziej optymistycznego. Ale oni od kilku miesięcy grzebią i grzebią i chociaż tory tramwajowe dawno już leżą, nawierzchnia ulic też wylana, różne trawniczki w kształcie łezki, ścieżka rowerowa. A ciągle słychać wiz ciętych płyt chodnikowych. A co najgorsze rozgrzebali wlot ulicy Twardej bez żadnego sensu. Wielki hałdy ziemi, kopary furkoczą. Fontannę z biczami wodnymi tam zrobią? A z drugiej strony bloku, też pod moimi oknami ruszyła budowa wieżowca. Ciężki sprzęt huczy od 6 do 23. Wykopali już z osiem pieter w dół. skąd wiem? Bo postawili taki pręt, który sięgał powyżej moich okien i opuścili go do dziury. Jak zamknę okna i zamknę się w łazience, to i tak słyszę z jednej strony huk maszyn, z drugiej wizg ciętego betonu. Miodzio.

10:30, kolceroz
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 lipca 2014
brak ciastka

Więc jednak Chazan stracił dyrektorski stołek. I tak powinno być - urzędnik, który łamie przepisy i na dodatek przechwala się publicznie, że będzie je łamał nadal, nie może pełnić swojej funkcji.  Wydaje się to być jakąś absolutną podstawą praworządności. A jednak Chazan zaskoczony. Zamiast przywdziać z godnością maskę męczennika, na którego chętnie gotów był pozować pod warunkiem, że udałoby się zjeść ciastko i mieć ciastko, a tu zaskoczenie - ciastka nie ma. Powołuje się na swoje zasługi. A on po prostu wykonywał pracę, za która mu płacono, więc gdzie tu pole do chwały? Choć przyznaję, że ja też nie spodziewałam się takiej stanowczości H G-W. Takiego pstryczka w nos pełzającemu fanatyzmowi.  A tu jeszcze przebąkują, że może stracić uprawnienia do wykonywania zawodu. No, to byłoby zbyt piękne. Na razie nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca, bo Chazan będzie się odwoływał od decyzji miasta, czort wie jak to się skończy.

16:34, kolceroz
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 lipca 2014
do przodu

I ciągle sprawia mi trudność siedzenie dłużej nić około 20 min. Puchną i drętwieją mi nogi. Muszę pochodzić, albo położyć się. Chociaż teraz i tak jest o wiele lepiej. Przez pierwsze kilkanaście dni operowaną nogę w stawie skokowym miałam spuchniętą jak bania, nie chciało się to ani trochę ruszyć. Ale kiedy byłam na zdjęciu szwów, doktor powiedział, że wszystko w porządku, tak ma być. I to, że ciągle sączy się z otworka, w którym była umieszczona rurka odsączająca ranę pooperacyjną, to też jest ok. Uzbrojona w taką wiedzę, staram się nie przejmować. Na dowidzenia Maciek obciął mi paznokcie u nóg, bo nieprędko tam dosięgnę.

09:32, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 lipca 2014
majątek

Najdłużej nie radziłam sobie z przeniesieniem herbaty. Piję bardzo dużo, około dziesięciu szklanek dziennie. Sama robię, ale jak tu przenieść herbatę mając obydwie ręce zajęte kulami? Więc choć jestem straszna zosia samosia, musiały to robić dzieci. Ale w końcu i tego się nauczyłam, choć szklanka musiałam być nie do końca pełna. Choć oczywiście w czymkolwiek trzeba było mi pomóc, dzieci robiły to bez jednego mrugnięcia. Żadnego - a dlaczego ja? a może później?, co w każdych innych okolicznościach miałoby miejsce. Na zmianę sprzątali całe mieszkanie - Monika, która w Walencji musi zapłacić sprzątaczce, żeby jej nie przysypało we własnym mieszkaniu, a Maciek u siebie interesuje się tym raz na miesiąc może. Córcia ponad tydzień temu wróciła już do Hiszpanii, a Maciek jutro jedzie. Ale teraz to ja już jestem samodzielna, chodzę z jedną kulą, uwolnienie jednej ręki to jest majątek. Jedynie do sprzątania mieszkania będę musiała kogoś wynająć.

16:22, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lipca 2014
cd

A drugim szczęśliwym zbiegiem okoliczności było to, że dzieci mogły przyjechać na czas mojej rekonwalescencji. Przez pierwsze kilka dni na pewno bym sobie bez nich nie poradziła. Jak już stałam, to jakoś szłam, ale najtrudniejsza była zmiana pozycji, wstawanie - stawu biodrowego nie mogę zginąć pod kątem większym niż 90 st i wielu innych rzeczy nie można, bo staw może się zwichnąć, wyłamać. Zapewne nie tak zaraz, ale świadomość tego paraliżowała.  I jak z czymś takim wsiąść do samochodu, żeby wrócić do domu? To był naprawdę horror, dobrze, że Maciek jest silny i jakoś mnie wyciągnął jak kukłę. W domu usiąść mogłam tylko w trzech miejscach, dostatecznie wysokich, żebym mogła sama wstać. Ciągle coś mi leciało z ręki, a podnieść sama nie potrafiłam. Ale już trzeciego dnia zaczęłam jakoś nad tym wszystkim panować, poczułam się trochę silniejsza, nabrałam wprawy w forsowaniu różnych codziennych przeciwności. I dosyć szybko prawie wszystko wokół siebie zaczęłam robić sama, choć z pomocnikami - np. do zakładania skarpetek mam specjalny przyrząd. Kulami zaczęłam żonglowanie jak pałeczkami, żeby podnieść to co upadło. 

15:58, kolceroz
Link Komentarze (3) »
środa, 16 lipca 2014
szęściara

Ale nie było tak źle. Już następnego dnia, na moją prośbę doktor postawił mnie przy łóżku, kilka godzin później przyszedł rehabilitant i przeszłam się po sali. Potem przyszły dzieci (Monika przyleciała wieczorem w dniu mojej operacji) i znowu pochodziłam i wkrótce sama zaczęłam chodzić do łazienki, co w warunkach szpitalnych jest szczytem szczęścia. Warunki w tym szpitalu były świetne. Dwuosobowa sala miała łazienkę z prysznicem, dostałam nakładkę na sedes (bez niej nie mogłabym usiąść, w domu też taką mam), a że przebywałam na sali sama, korzystanie z ubikacji nie budziło zahamowań. Do tego łóżko sterowane pilotem, w początkowej fazie unieruchomienia było to bardzo ważne. Na pilocie był tez przycisk przywołujący pielęgniarkę i rzeczywiście przychodziła. I jeszcze światło można było włączać przy pomocy pilota. To był szpital prywatny (operowana byłam w ramach kontraktu z NFZ) w pięknym nowym budynku z szerokimi korytarzami, salą telewizyjną. Widok przez okno miałam bardzo ładny, bo szpital leży prawie za miastem. I okazało się, że jestem szczęściarą, bo limit kontraktu na endoprotezy stawu biodrowego wyczerpywał się z końcem czerwca, więc załapałam się w ostatniej chwili.

09:20, kolceroz
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 lipca 2014
cd

Jeszcze przez wiele godzin po operacji leciała z rany krew. Zbierali ją do woreczka i wieszali z drugiej strony łóżka próbując to wtłoczyć z powrotem przez wenflon. Tylko, że taka niezabezpieczona krew szybko gęstnieje i z trudnością schodziła do krwiobiegu. A po 8 godzinach od operacji trzeba było przerwać podawanie własnej krwi, bo zrobiła się zbyt gęsta. Tak, więc za dużo jej nie odzyskałam. Byłam tak osłabiona, że ciągle zapadałam w sen czy w letarg już nie wiem. Od czasu do czasu budziło mnie pytanie pielęgniarki - jak się czuję? - na co nieodmiennie odpowiadałam, że nie wiem i znowu zasypiałam. Kiedy przyszedł Maciek, musiał się porządnie wystraszyć moim wyglądem, bo prawie cały czas trzymał mnie za rękę, a nie jest skłonny do czułości, a za rękę to trzymał mnie ostatnio w czasach przedszkolnych. Powiedział później, że jak mnie zobaczył, to myślał, że przez miesiąc nie wstanę z łóżka.

17:42, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lipca 2014
przygotowania

Operację (3 tyg temu) miałam wyznaczoną na godzinę 8 rano. Dostałam dezynfekujący żel pod prysznic, jednorazową koszulę i tak przygotowana zostałam przewieziona na blok operacyjny. A tu znowu stop. Okazuje się, że wcześniej miała przyjść pani anestezjolog na konsultacje odnośnie mojego EKG, ale nie przyszła i nie wiadomo czy operacja się odbędzie. No żesz ile można? Na szczęście anestezjolog, który miał asystować przy mojej operacji, po obejrzeniu wyników badań, zadał mi kilka pytań i dopuścił do zabiegu. Ale tym razem nie było tak miło jak przy poprzedniej operacji - na stół maseczka i lulu. Teraz przygotowania trwały blisko pół godziny. Jakieś przykręcane podpórki pod ręce, żeby ułożyć mnie w odpowiedniej pozycji, miejscowe znieczulenie - trochę trwało zanim podali. A na sali lodownia, trzęsłam się jak galareta. Przy tych operacjach występuje bardzo silne krwawienie, więc próbują temu zapobiec.

16:25, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 159