RSS
sobota, 28 stycznia 2012
walec

Początek roku zawsze jest u nas ciężki, więc tym razem też tak było. I tradycyjnie jak już się wydawało, że trochę zaczyna przecierać się horyzont, to jedna zachorowała i trzeba było podzielić się jej robotą. Przy czym zawsze nie mogę się nadziwić, że po wyjściu z pracy boli mnie dosłownie wszystko, jakby walec drogowy po mnie przejechał. Inne dziewczyny też tak mają. I to się nazywa praca niefizyczna ? Ciągły pośpiech i wywołany tym stres powoduje, że godzinami wszystkie mięśnie są napięte i bolą. A do kompletu popsuł mi się w domu kompter. Po tym jak Maciek w święta nagrał ponownie windowsa działał dobrze przez kilkanaście dni, a potem nagle łups i koniec. Teraz naprawił go jakiś pan. Wziął 200 zł. Jeżeli naprawił definitywnie, to nie są to duże pieniądze, bo długo się nad nim męczył. Ale on nie wie co mojemu komputerowi było. Wg niego nic. I to mnie martwi, niezbyt dobrze rokuje. Poczyścił go, od nowa ponagrywał. I działa. Jak długo ?


17:24, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2012
helołł

no właśnie zbieram się zbieram, żeby przeprosić się z pamiętniczkiem, ale taki wycisk miałyśmy w pracy, że na oczy nie widziałam. Więc ciężko to nazwać snem zimowym, ale skoro puk puk, to chyba się już przebudzę :))

18:42, kolceroz
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
powrót

Zmroził mnie tytuł w gazecie – strajk na Okęciu. Na szczęście dla mnie, w środku ukryte było słówko - jutro. Monika za godzinę ma wylot do Barcelony, więc, cóż zrobić, jeżeli już muszą strajkować, to cieszę się, że nie na nas trafiło. Ale i tak uważam, że bardzo nieludzkie są takie strajki. Córcia posiedziała w domu dwa tygodnie, obleciała wszystkich znajomych, odespała zaległości, załatwiła dentystę i wraca. W Walencji będzie dopiero wieczorem, bo niestety połączenia z Hiszpanią są marne, nawet w sezonie, a co dopiero teraz. Więc z Barcelony, ma autobus, cztery godziny jazdy, czyli przesiadki, czekanie. A jutro już od rana ma umówione lekcje i nawet chciało jej się już wracać. Czyli dobrze, nasycić się tym co z tej strony Europy i z przyjemnością wracać na swoje śmiecie. Bo tak się już czuje, że tam są jej śmiecie.  



10:35, kolceroz
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 stycznia 2012
o.k.

Zadzwoniła Hanka, radosna jak skowronek. U niej wszystko w porządku, nie musi czekać na wyniki badań, bo nie pobrano jej wycinka. Lekarka od razu powiedziała, że to jest torbielka, czyli nic poważnego. Jeszcze, żeby ją uspokoić zrobiła jej usg, które potwierdziło diagnozę. Więc cieszę się, również egoistycznie.



11:00, kolceroz
Link Komentarze (2) »
środa, 04 stycznia 2012
jednak

Hanka jednak pójdzie do onkologa. Syn zapisał ją na dzisiaj do Centrum. Moim zdaniem nic groźnego u niej nie ma, ale oczywiście nie trzaskałam dziobem, musi to sprawdzić. Hanka wzięła urlop, bo tam zleci cały dzień. Wzięła więc i na jutro, bo potem długi weekend. Na pewno na wyniki będzie musiała czekać, więc już trochę egoistycznie obawiam się, czy znowu nie popłynie, bo u nas pomału rozkręca się wariactwo rozliczania ubiegłego roku, a ja zupełnie nie czuję się na siłach zastępować w tym okresie kogokolwiek. No cóż zobaczymy, przede wszystkim mam nadzieję, że nic złego u niej nie wylezie.



10:43, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2012
tiaa

Maciek naprawił mi komputer. Najpierw trochę postękał, że to niemożliwe, że nikomu komputery tak w kółko się nie psują. No, ale moje się psują. Pierwszy jaki kupiłam dla moich nastoletnich wtedy dzieci, jeszcze w ramach gwarancji nosiłam kilka razy do naprawy. Bardzo to było miłe zajęcie, takie targanie ciężkiej krowy. Więc kiedy w pracy pojawiła się możliwość otrzymania komputera, którego pozbywał się fundusz (co kilka lat u mnie jest wymiana komputerów, ale teraz oddają to stowarzyszeniom), skorzystałam z tej okazji. Komputer był firmowy, nie żaden składak. Ale też zaczął szwankować i wielokrotnie targałam go do naprawy, bo fachowiec nie potrafił sobie z nim poradzić. To znaczy u niego niby działał, przychodziłam do domu i nie działał. W końcu maksymalnie wkurzona kupiłam obecny, który od początku trochę nawalał, ale ponieważ naprawa w ramach gwarancji wiązała się z co najmniej miesięcznym brakiem komputera, więc ignorowałam drobną usterkę. Ale w końcu popsuł się w sposób identyczny jak ten poprzedni. Chociaż ja zawsze z komputerami obchodzę się jak z jajkiem. Program antywirusowy natychmiast. Monika na swoim laptopie dopiero po roku zainstalowała, ściąga co się da z  internetu, a jednak wirusy jej się nie imają. Ja po raz pierwszy zaszalałam na innych niż najpopularniejsze stronach. Pozwoliłam sobie posłuchać Cesarii i natychmiast hop – komputer nie działa. Nie jest to jedyna dziedzina w moim życiu, którą rządzi fatalizm. Szczęśliwcy wyznają opinię, że przeznaczenie to coś, czym nieudacznicy próbują usprawiedliwić swoje porażki. Tiaa ...



11:54, kolceroz
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 grudnia 2011
powrót

Kiedy po poprzednich wyborach nastał obecny, miłościwie nam panujący prezes, prawem silniejszego zrobił to, co większość jego poprzedników – zdegradował kadrę kierowniczą. Poleciała wtedy między innymi dyrektor generalna. ‘Pochodziła’ z mojego wydziału – najpierw kierowniczka, potem wicedyr, a w końcu wskoczyła na generalnego. Zawsze był to zasłużony awans – kompetentna, sensowa. Zwolniona została z zarzutem przeputania 500 tys. zł. Po 3 latach wygrała w sądzie pracy. Parę dni temu wyrokiem sądu wróciła do firmy. Dla nas jest to miłe zagranie na nosie prezesowi. Ale ją te 3 lata kosztowały masę nerwów. Siedzi na razie bez przydziału obowiązków. Sąsiedni dział ma wieczne problemy z brakiem osób, które potrafią odpowiadać na różne skomplikowane pisma ministerstwa. Ona poradziłaby sobie z tym bez mrugnięcia okiem. Ale dyrektorka obawia się jej (została prze nią awansowana), bo nie wie nawet połowy tego co tamta. Więc pewnie wepchnie ją do jakiegoś kąta i tyle.



13:49, kolceroz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 grudnia 2011
wieści

Natomiast zupełnie inna była ‘opowieść’ wigilijna naszego prezesa. W swojej łaskawości zapowiedział, że w piątek wszyscy będą mogli wyjść z pracy już o godzinie 14. Spowodowało to oczywiście snucie różnych planów – niezbyt szalonych – np. Agnieszka obiecała córce, że odbierze ją wcześniej z przedszkola. Ale w piątek prezes z wysokości swojego boskiego stołka i zmiennych humorów, odwołała wcześniejszą decyzję. Co świadczy o tym jak beznadziejnym jest fiutem. Pocieszamy się, że może dowiedział się, że zostanie odwołany i musiał się gdzieś wyładować. Ale potwierdzenia tej wieści na razie nie ma.



10:33, kolceroz
Link Komentarze (2) »
środa, 28 grudnia 2011
opowieść

Po świętach w pracy każdy ma swoją wigilijną opowieść. Moja jest przede wszystkim o mgle. W sobotę przed świętami przez większość dnia wpatrywałam się w nieodległe wieżowce, których szczyty tonęły we mgle. A potem  mgła schodziła coraz niżej i niżej, a ja robiłam się coraz bardziej zła, bo już raz wredna pogoda wywiozła samolot z Moniką do Krakowa. Ale w wigilię ? Wrrrr. Zaświeciły się neony i coraz mniej je było widać Więc w  końcu przestałam wyglądać przez okno. Mgła okazała się nie taka straszna, samolot z moim dzieckiem wylądował o czasie. Poza tym święta były bardzo miłe. Dobrze mi się siedziało z moimi dorosłymi dziećmi, które już się nie kłócą, w niezbyt ciasnym mieszkaniu. Więc w pracy po raz pierwszy moja odpowiedź na pytanie jak tam święta ? nie brzmiała – najważniejsze że już po świętach.



09:55, kolceroz
Link Komentarze (3) »
piątek, 23 grudnia 2011
zdrowych i

WESOŁYCH ŚWIĄT

11:28, kolceroz
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 119