|
|
sobota, 21 listopada 2009
szarlotka
Zgodnie z porozumieniami traktatu lizbońskiego wybrano prezydenta Unii Europejskiej - został nim premier Belgii, a drugie, najważniejsze w Unii, stanowisko szefa dyplomacji europejskiej przypadło kobiecie. Natychmiast odezwały się głosy, że Catherine Ashton nie ma dostatecznych kompetencji. Zawsze tak się mówi, kiedy stanowisko, na które mieli chrapkę mężczyźni zostanie obsadzone przez kobietę. Dosyć symptomatyczna jest sytuacja jaką w swoim felietonie opisała Kinga Dunin. Jej znajomy, który prowadzi w radio audycję, zaprasza do studia różnych ludzi, aby skomentowali bieżące wydarzenia. I kiedy dzwoni do mężczyzny ci natychmiast się zgadzają. Ale kiedy dzwoni do kobiety, te zawsze najpierw wypytują czego będzie dotyczyła rozmowa i jeżeli uznają, że nie mają dostatecznej wiedzy na dany temat, odmawiają udziału. Upiekłam szarlotkę, wieczorem idę na lotnisko. Tam z wirtualnych trzewi wynurzy się wreszcie moja córka w realu.
piątek, 20 listopada 2009
telefon
Dwa tygodnie temu przestał u mnie w domu działać telefon, całkiem niedawno kupiony. Przezornie zachowałam stary aparat, na wypadek gdyby nie było prądu, bo wtedy bezprzewodowe są bezużyteczne. Ale stary podłączony do linii też milczał. Wyglądało na to, że to Telekomunikacja wycięła mi psikusa. Z pracy zadzwoniłam na błękitną linię i ta po serii pytań zmierzających do udowodnienia mi, że mam popsuty aparat, przyjęła w końcu zgłoszenie. Z naprawą uwinęli się dosyć szybko, ale tydzień później telefon znowu nie działał. Kiedy już zakończyłam wyklinanie Telekomunikacji od ostatnich, podłączyłam stary telefon i... no cóż, działał. Czyli tym razem popsuł się aparat. Trudno uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Ale widać tak bywa. Zaczęła się droga przez mękę zmierzająca do naprawy telefonu, który jest jeszcze na gwarancji. Okazało się, że zlikwidowany został punkt, w którym go kupiłam. Musiałabym więc jechać na peryferie miasta i to w godzinach pracy. Zła jak osa postanowiłam, że wyślę go pocztą i niech się dzieje co chce. Ale coś mnie tknęło i jeszcze raz go podłączyłam. Podejmowałam wcześniej wiele takich prób, nic nie pomagało. A teraz zaczął działać. Co mu było, nie wiem. Może musiał odpocząć, choć prawdę mówiąc u mnie telefon nie ma okazji się napracować.
czwartek, 19 listopada 2009
granie
W Maćka klubie atmosfera nadal niedobra. Po kolejnym przegranym meczu trener poza normalną dawka inwektyw pod ich adresem, poleciał do zarządu naskarżyć, że oni specjalnie nie realizuję jego założeń. To wiedzą od zaprzyjaźnionej dziewczyny, która tam pracuje. Bo im trener mówi, że on ich broni przed zarządem klubu. No i po tej jego ‘obronie’ prezes klubu wpadł z wrzaskiem. Maciek mówi, że oni mieli nadzieję, że jak przyjdzie ktoś z zarządu, to zdołają sobie spokojnie pewne rzeczy wyjaśnić. Każdy z nich przecież dlatego trafił do tej drużyny, że obecnemu trenerowi spodobała się ich gra w poprzednim klubie. Więc dlaczego raptem mieli by zacząć specjalnie źle grać ? Ale nie mieli nawet okazji otworzyć buzi. Przyjęcie założenia, że zawodnicy, którzy większość swojego życia trenują siatkówkę, nagle doszli do wniosku, że przegrywanie to jest to właśnie co chcą robić, jest idiotyczne. A tak są traktowani, jakby robili to specjalnie. Moim zdaniem potrzebują trochę więcej wypoczynku. Maciek mówi, że są cały czas zmęczeni. Z wrzasków prezesa dowiedzieli się, że nie dostaną wypłaty. Większość kolegów Maćka ma niepracujące żony z małymi dziećmi, kredyty, więc nerwówka zrobiła się okropna, trudno jest w takiej atmosferze grać. No, ale jakoś wygrali dwa kolejne mecze. Wypłatę za październik dostali, ale nastawienia klubu do nich to nie zmieniło. Są hołotą, którą trzeba trzymać pod butem, więc znowu powiedziane jest, że pieniądze dostają tylko do pierwszej przegranej.
środa, 18 listopada 2009
realia
Platformę lubię przede wszystkim za to, że nie jest PiS-em. Ale czepianie się Tuska, że przez te dwa lata nie staliśmy się krainą szczęśliwości wydaje mi się lekką przesadą. Realia jakie są, widać wyraźnie i jasne jest, że dużo więcej nie dało się ugrać. Opozycja od prawa do lewa lamentuje, że Tusk nie spełnił przedwyborczych obietnic. Szczyt zakłamania, oni oczywiście wypełniliby wszystkie.
Ze szczepionkami przeciwko grypie straszna awantura, ale na pytanie postawione w internetowej sondzie – czy zaszczepisz się przeciwko grypie ? 86 % ludzi odpowiedziało – nie. Tym bardziej rozumiem obawy minister zdrowia przed wydaniem pieniędzy, które przecież komuś trzeba będzie zabrać.
poniedziałek, 16 listopada 2009
ja nikt
Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów przeprowadza akcję „pan się myli panie prezydencie”. Dołączyłam do nich rzecz jasna. Według zaproponowanego wzoru, wysłałam list do prezydenta, jak również wyraziłam zgodę na umieszczenie mojego nazwiska na internetowej liście osób, które taki list wysłały. Przyznaję, że bardziej od krzyży w szkołach drażni mnie ta natychmiastowa konieczność wykluczenia ludzi takich jak ja ze zbioru zwanego Polską. Jak to powiedział L.K. ? – nikt w Polsce... No więc, myli się pan panie prezydencie, jestem w Polsce i jestem przeciw. No, i Senyszyn pojechała po bandzie. Bardzo mi się podoba. Skoro mamy konstytucję, to najwyższa pora zacząć traktować ją serio, a nie udawać, że istnieją tylko te zapisy, które nie rażą hierarchów.
niedziela, 15 listopada 2009
woda
Ostatnio spółdzielnia, przy rozliczaniu wody, przyjęła zasadę, że robi to tylko raz w roku. No i raptem okazało się, że mamy 600 złotych nadpłaty. Jasne miło, że nie musimy w tym miesiącu płacić czynszu, ale wcale mi się nie podoba takie kredytowanie kogoś przez cały rok. Z załączonej informacji wynika, że zaliczka jest wyliczana na podstawie zużycia wody w czwartym kwartale. No, to już wszystko jasne. W grudniu pojawiają się dzieci, woda leje się bez opamiętania, a potem trzeba przez cały rok za to płacić. Spróbuję do końca roku ograniczyć trochę swoje cowieczorne odmiękanie, bo jak przyjedzie Monika to i tak nieźle nabije licznik. Snuję sie po domu i robię porządki. W szafach zawsze mieliśmy bardzo mało miejsca, więc podczas tak długiej nieobecności córci rozpanoszyłam się na wszystkie półki. Teraz muszę oddać część terytorium.
sobota, 14 listopada 2009
karta
Do Moniki przyszła pocztą nowa karta do bankomatu z informacją, że od 16 listopada będzie miała zablokowaną starą kartę. Wymieniają na nowe, lepiej zabezpieczone. Bardzo pięknie, że tak dbają o interesy, rzecz jasna przede wszystkim swoje. Ale zdecydowanie przesadzili z tym terminem. Takie nieliczenie się banków z klientami jest wkurzające. Niedawno gazeta.pl opisywała sytuację zbliżoną do tej jaką przechodziła Monika na początku tego roku. Dziewczyna z artykułu wyjechała za granicę jako właścicielka konta studenckiego, po czym szybko się okazało, że bank zablokował jej konto. Bo skończyła 26 lat i powinna zmienić umowę na konto niestudenckie. Oczywiście umowę może zmienić tylko w macierzystym oddziale banku, w kraju. O czym bank jej nie uprzedził. Monika na początku roku wkurzyła się identycznym zablokowaniem konta i po powrocie do domu, zmieniła bank. Kolega jej doradzał, ten bank, którego obecnie jest klientką, podobno miał być bardzo przyjazny. No i proszę jak się zaprzyjaźnili.
piątek, 13 listopada 2009
poradnik
A robię to tak. Kiedy w mojej głowie pojawia się nie ta co trzeba myśl, robię palcami – pstryk, pstryk i mówię wynocha z mojego życia. Kiedy to nie pomaga, biorę kilka głębokich wdechów i mówię – wypier...ać z mojego życia. Koleżanki z pokoju trochę się dziwią co ja tam ciągle mamroczę i dlaczego brzydko się wyrażam. Ale, co tam. Liczy się efekt. Może teraz ja zacznę pisać poradniki jak żyć.
czwartek, 12 listopada 2009
cisza
Nie lubię czytać poradników typu jak żyć, moim zdaniem takie książki piszą ludzie, którzy nie mają szczególnych problemów. Jeden taki poradnik zaliczyłam i w zupełności wystarczy. Wyczytałam tam super poradę – jeżeli czegoś brakuje w Twoim życiu i czujesz się przez to nieszczęśliwy, a nie możesz tego zdobyć, to przestań o tym marzyć. Świetne. Czyli jak mieszkasz pod mostem, to przestań marzyć o mieszkaniu, a będziesz szczęśliwy. Naprawdę rewelacyjna porada. A jednak coś we mnie zastosowało się w końcu do niej. I jest lepiej. Nie wiem czy udałoby mi się to wiele lat temu. Pewnie nie. Ale udało się teraz. Dwa miesiące temu przecięłam wszelkie mrzonki, życie złudzeniami. Od zawsze przeczuwałam, że los nie przewidział dla mnie drugiej połówki. Długo nie potrafiłam się z tym pogodzić. A z przeznaczeniem nie warto walczyć. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy. I w końcu udało mi się wyciszyć pragnienia. I tak jest łatwiej, wszystko się wreszcie we mnie uspokoiło, wyrównało. Jasne, nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, ale nie przypominam, sobie w swoim życiu dwumiesięcznego okresu ciszy. Pewnie, że bywam przygnębiona, tak jak każdy, ale to już nie jest to koszmarne zapadanie się w pustkę. Nie chcę już nic, nawet tego stołu na środku pokoju. I całkiem mi z tym dobrze. Otuliłam się ciasno swoją szklaną przestrzenią, nie ma mnie dla nikogo.
środa, 11 listopada 2009
prześlizgiwanie
Obiektywnie rzecz biorąc lata jakie spędziłam na AWF były chyba najlepszym okresem w moim życiu, głównie za sprawą żeglarstwa, które wtedy zupełnie mną zawładnęło. A jednak właśnie wtedy bliska byłam popełnienia samobójstwa. Nie dramatyzuję, z perspektywy lat piszę o tym zupełnie spokojnie. Ale gdybym wtedy nie zaczęła spotykać się z przyszłym byłym, skończyłoby się to właśnie tak. Nie oznacza to, że miłość jest lekarstwem na depresje, ale jednak sporo zmienia. Albo zmieniłaby, gdyby dosyć szybko nie okazywało się, że to tylko kontrakt, uzgodnienie warunków na dalsze życie. Jednak dzięki złudzeniom prześliznęłam się przez następnych parę lat. Po porodach depresja nasiliła się, ale też pojawienie się dzieci całkowicie zmieniało perspektywę. Nigdy nie skazałabym swoich dzieci na dzieciństwo bez matki. Najbardziej ze wszystkiego rozdziera mi serce, kiedy widzę niekochane dzieci. Nigdy przez nikogo nie zaakceptowane. Podobno na uzależnienie od narkotyków najbardziej podatni są ludzie, których potrzeba bycia dla kogoś kimś jedynym wyjątkowym nie została nigdy zaspokojona. Tak kiedyś przeczytałam. I wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że od najmłodszych lat marzyłam o tym właśnie, żeby chociaż jedna ciotka, wujek, babcia czy kto tam, kochał mnie najbardziej na świecie. Albo mężczyzna.
|